Wybory. Jak ich dokonujemy?

Dokonanie wyboru, to zwykle trudne zadanie. Z czegoś trzeba zrezygnować, coś odrzucić, czegoś nie wybrać. A jeśli to, co odrzucimy jest lepsze? A jeśli to, co wybierzemy wcale nie okaże się takie, na jakie liczyliśmy? Każdy z nas pamięta napięcie jakie towarzyszy podejmowaniu decyzji – im ważniejszy wybór – tym silniejsze napięcie. Zanim dokonamy wyboru, jeszcze staramy się działać racjonalnie – zbieramy dane, porównujemy, szacujemy. By mieć pewność. Ale na tym nasz racjonalizm zwykle się kończy.

Gdy już dokonamy wyboru czujemy ulgę i zwykle nasz mózg zaczyna pracować w taki sposób, by utwierdzić nas w przekonaniu, że postąpiliśmy słusznie: od tej chwili zaczynamy przeszacowywać wartość wybranej opcji (silnik w tym aucie może słabszy, ale za to kolor ładniejszy! A cena wyjątkowo atrakcyjna przecież…) i deprecjonować tę, którą odrzuciliśmy (gdzie ja wykorzystałbym moc tego silnika?! Przecież głównie w korkach stoję. I jeszcze za taką cenę!). Podkreślamy zalety naszego wyboru i już nie mamy wątpliwości, że auto, wakacje, mieszkanie mamy najlepsze ze wszystkich, jakie dotąd braliśmy pod uwagę. Zupełnie zapominając, że jeszcze przed chwilą byliśmy o krok od jego odrzucenia.
????W sytuacji wyboru, nasza nieracjonalność często nam towarzyszy. Czasem deformujemy rzeczywistość, by obniżyć wartość tego, co dla nas trudno dostępne, czego zdobycie wymaga trudu. W psychologii ten mechanizm samookłamywania nazywa się: „kwaśne winogrona i słodkie cytryny” – patrzysz na rozgrzane w słońcu grona, ale wiszą tak wysoko, że nie jesteś w stanie ich dosięgnąć. W zasięgu ręki są tylko cytryny – co zrobić, by powstrzymać wzmagająca się ochotę na słodkie owoce? Wmówić sobie, że wcale nie są takie dobre, że najlepsze jest to, co mam pod ręką. A siłę przekonywania samego siebie potrafimy mieć niezwykłą! To dobry sposób, zwłaszcza, gdy rzeczywiście nie jesteśmy w stanie osiągnąć czegoś, na czym nam zależy, nawet wtedy, gdy włożymy w to ogromny wysiłek.

Czasem jednak sięgnięcie po winogrona wymaga po prostu wstania z leżaka, podjęcia decyzji, że to ode mnie zależy, co dzisiaj zjem. Czasem na prawdę niewiele trzeba zrobić, by mieć wpływ na kształt naszego życia. I pewnie teraz przed nami właśnie taki czas, że warto powstrzymać nasze mózgi, wytrenowane w przekonywaniu siebie, że niezależnie od tego co zrobię „i tak nic się nie zmieni”. 

Podnieśmy się z leżaka i dokonajmy wyboru w tę niedzielę – może nie trzeba będzie udawać, że nasze cytryny są słodkie?

Powrót do wszystkich

Nasi Partnerzy